W międzyczasie dopytywałam Was czy pozostawienie komentarza jest równoznaczne z chęcią wzięcia udziału w losowaniu, nie chciałam żadnej z Was pominąć. Tak bardziej z obserwacji wiem, że różnie to bywa z zabawami, a zależało mi, żeby szanse były jednakowe. Najchętniej obdarowałabym każdą z Was, ale komplet filiżanek był tylko jeden. Małgosiu, mam nadzieję, że herbatka i kawa będą smakowały! :))
Bardzo brakuje mi regularnego blogowania. Szczególnie regularnego czytania Waszych blogów, które są dla mnie inspiracją, oderwaniem od rzeczywistości ... Mam nadzieję, że niebawem wszystko wróci do normy. Biuro zaczyna nabierać kształtów i ... kolorów. Chociaż poza białym, czarnym i zielonym niewiele tych kolorów się znajdzie, ale myślę, że to mi wystarczy. A jak nie to sprawię sobie super-wesołe-kolorowe dekoracje ścienne lub dywanik na podłogę. Sporo pracy kosztowało mnie dopasowanie tego co miałam do nowego wnętrza. Dziś pierwsza odsłona:
Moje wymarzone biurko na koziołkach i krzesłko/fotel wg projektu małżeństwa Eames. Krzesełko wpadło mi w oko na blogu Marty i chociaż w moich domowych wnętrzach nie byłoby dla niego właściwego miejsca w "pracowni" dyktuje reguły :) Nie jest to niestety oryginał a jedynie inspiracja dostępna na Allegro, ale w zupełności spełnia moje oczekiwania. Stało ponad dwa tygodnie pomiędzy kuchnią i jadalnią i było jednym z ulubionych miejsc do "zasiadywania się". Myślę o takim krzesełku do pokoju Julki, jest leciutkie, nie będzie rysowało podłogi ma jedną, jedyną wadę ... cenę ... Dlatego myślę, może św. Mikołaj mi je przyniesie ;)
Koziołki, zakupione w Ikea, zmontowałam sama :)) No może niecałkiem. Przy bardzo absorbującej pomocy Marcinka. Ale najważniejsze, że nam się udało! :) Wymagają jeszcze polakierowania, narzędzia i środki widać w tle. Niebawem się za nie zabiorę. Blat nie jest moim wymarzonym. Niestety, jak to często bywa, w trakcie okazało się, że nie ma takich gotowych blatów, jaki sobie wymyśliłam. A nawet, jeśli udałoby mi się kupić to okaże się do niczego i powinnam specjalny zamówić. Wykonałam kilka telefonów i nie ma szans na szybkie zrealizowanie zamówienia, które dodatkowo wcale nie będzie tanie. Darowałam sobie, pozostanę przy tym, widoczynym na zdjęciu, lekko wzmocnionym. Może kiedyś doczekam się tego, wymarzonego ... :)
Niewiele rzeczy zabrałam ze "starego biura". Z mebli to tylką ten "kontener" widoczny tutaj. Był w kolorze calvados, który już mi się bardzo opatrzył przez ostatnie lata i dodatkowo zupełnie nie pasowałby do tego wnętrza. Wałek w dłoń, farba Dulux do drewna i metalu, i mam przemalowaną szafkę. Nie powiem, żeby było to trwałe posunięcię, ale "na jakiś czas" wystarczy. Szafka nie jest zbyt mocno eksploatowana. Jeszcze potraktuję ją lakierem (dlatego brakuje uchwytów) i może przetrwa troszkę dłużej. Po tej "metamorfozie" wiem, że malowanie mebli nie jest moją mocną stroną. Naczytałam się, jakie to proste, że można na różne sposoby: od zwykłej gąbki do naczyń po pędzel (w moim przypadku sprawdził się jedynie wałek), że wystarczą 2 warstwy (po 3 uważam, że i 4 byłaby wskazana) i myślałam, że to taka bułka z masłem. Dziękuję, wolę suchą bułkę. Byle było łatwiej ;)
Goście będą mogli wypić kawę/herbatę przy stoliku, którego podstawą będzie stara maszyna:
Kiedyś, od innego Pana Janka, też ze skupu złomu, dostałam podstawę do maszyny. Była paskudnie zanieczyszczona, tłusta i oklejona kurzem. Trochę pracy kosztowało mnie oczyszczenie jej, najpierw "z grubsza" zwykłym zmywakiem do naczyń na sucho, potem w niektórych miejscach papierem ściernym. Na koniec benzyną ekstrakcyjną w celu odtłuszczenia i hammerite'm aby zabezpieczyć przed rdzą i nadać koloru, matowego czarnego :)
Krasnala poniżej dostrzegłam dopiero w trakcie odnowy maszyny. Polubiliśmy się, chyba :)
Maszyna przed meatomorfozą ...
A jak już się rozpędziłam to oczyściłam też i wymalowałam stary stojak na parsole. W moim biurze będzie pełnił funkcję "mapnika". Przeróżnych map mam pod dostatkiem i muszę gdzieś je zrolowane trzymać. Będą sobie dostojnie stały w starym parasolniku
wcześniej zżerałago rdza, a który wypatrzyłam w sklepie z używanymi meblami:
A na koniec ...
podstawa maszyny od Pana Janka z poprzeniego wpisu. Stoi sobie w domku na narzędzia. Potraktowana srebrolem pewnie najpierw trafi do piaskowania, a potem ... zobaczymy. Blat i szufladka są piękne i zostaną odnowione. Mechanizm maszyny jest zdobiony, pewnie przy niewielkim wkładzie całkiem sprawny, sfotografuję w najbliższym czasie. Nie wiem czy kiedyś będę szyła na niej, może znajdą się nowe dobre ręce? Hmmmm. Sprawa jest do przemyślenia :) Jeśli się znajdą to będę szczęśliwa.
Mam nadzieję, że chociaż odrobinę się Wam wytłumaczyłam. Bo tak naprawdę to moje organizowanie biura odbywa się w wolnych chwilach. Poza tym muszę normalnie pracować (a to wiąże się ostatnio z bardzo dalekimi jak dla mnie wyjazdami), przygotowywać dokumenty, spotykać się klientami i oczywiście pełnić rolę mamy i żony :)
Mam nadzieję, że ta gonitwa już wkrótce się skończy. Przede mną niedługi wypoczynek w Gdańsku, za dwa tygodnie ale już się cieszę :)
Pozdrawiam Was gorąco, życząc aby ten pierwszy dzień zimy, który na jutro zapowiadają okazał się nie taki najgorszy! :))










Fajnie jest się urządzać. Piękne te podstawy od maszyn i stary pojemnik.....
OdpowiedzUsuńi jak Ci się siedzi na krzesełku? wygodne, prawda?
OdpowiedzUsuńoj kusiły mnie te drewniane nóżki, ale u ciebie lepiej pasują do tych drewnianych koziołków:)
fajowy ten krasnal z maszyny!
pozdrowionka i koniecznie pokazuj postępy prac!
Ach! Marzy mi się takie biuro :)
OdpowiedzUsuńA mnie się marzy tyle miejsca! :D
OdpowiedzUsuńNaprawdę te krzesła takie wygodne? To nie jest mój styl, ale dla wygody czasem zmieniam zdanie ;)
Maszyny Ci gratuluję - nie mam tyle zacięcia i cierpliwości, by samodzielnie odkorodowywać, czyścić, malować, usuwać grudki... a tu dokonałaś tego wszystkiego i masz wspaniały efekt.
A, i wygranej gratuluję :)))
Juz wspaniale wygląda, a zapowiada się genialnie...chyba wiele z nas marzy o takim swoim chociaż malenkim aterier;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko
Ciekawy pomysł na stół!
OdpowiedzUsuńMiłego urządzania :)
Ada
:)) ale się cieszę! :))) Aniu, bardzo dziękuję!!! W świetnym momencie taka wiadomość, bo akurat od kilku dni siedzę w domu i nienajlepiej się czuję... a terz każda kawka/herbatka będę mi Ciebie przypominały - tym samym toasty za Twoje zdrowie zagwarantowane :)))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko spod pierzyny! :)
Przepraszam, że odpowiadam tak zbiorowo, ale czas ostatnio ucieka mi między palcami ... Na szczęście chyba jeszcze tydzień i wszystko wróci do normy. Taką mam nadzieję.
OdpowiedzUsuńMnemosyne: oj, tak, urządzanie jest przyjemne, szkoda, że tak czasochłonne. A jeszcze tak dużo przede mną ...
Jagoda, Justyna: nareszcie jestem sobie sama panią i nie ukrywam, że choć bywa ciężko to jest super :)
Marta - aluminiowe nóżki, nijak by u mnie nie pasowały, natomiast u Ciebie wyglądają super :))
Babo: powiem tak, do biura szukałam lekkiego krzesełka, nie na kółkach, które bardzo niszczą podłogi. To biuro jest wynajmowane, ale tak mam, że cudze szanuję bardziej niż swoje i tak jakoś byłoby mi nie bardzo zostawiać kiedyś zniszczone podłogi. No i nie zamierzam się tak szybko wynosić stamtąd. To krzesełko wszelkie te wymagania spełnia i jest całkiem wygodne, chociaż pewnie do typowych biurowych nie można go porównać. Moje potrzeby spełnia w zupełności, do tego myślę, że wpisało się w moją wizję "pracowni".
Ado: stół ma 175 cm długości, bajka! Tyle miejsca do pracy :)) I muszę się pochwalić, że tym razem torcik Pavlova wyszedł mi palce lizać! :))
Małgosiu, mam nadzieję, że już lepiej, zdrówka życzę i biegnę pisać do Ciebie! :)
Zapraszam serdecznie do mnie po wyróżnienie.
OdpowiedzUsuńBeata
Ciekawy wpis.
OdpowiedzUsuńZdjęcia są naprawdę fajne i dobrze wykonane.
Zapraszam do siebie.
fajne info, miło się czyta, naprawdę, muszę tu zaglądać częściej
OdpowiedzUsuńUWIELBIAM STOLIKA Z WYKORZYSTANIEM STARYCH MASZYN DO SZYCIA:))
OdpowiedzUsuń